sobota, 27 sierpnia 2016

O krok przed...

Niezaprzeczalnie Ktoś nade mną czuwa.
Może ma jakiś rozbudowany plan wobec mnie?

Niezaprzeczalnie bardzo Mu w tym pomagam.

Pilnuję się,
pilnuję terminów, w których mam się zgłosić na badania,
jeśli coś mnie zaniepokoi  drążę temat i pytam,
walczę gdy wiem, że są inne metody leczenia niż tylko schematy wyuczone przez niektórych lekarzy w latach 80-tych, którzy nie mają chęci poszerzenia swojej wiedzy utrzymując się na powierzchni tylko dzięki dawno wyrobionej marce,
na każdą wizytę idę przygotowana - wiem o co zapytać, rozumiem o czym do mnie mówią spece od medycyny.

Jestem szczęściarą!

Ale to szczęście nie jest mi dane ot tak.
Każdego dnia pomagam mu z całych sił,
nie zrzucam wszystkiego na jego barki,
bo nie uważam, że wszystko mi się NALEŻY!

Kiedy dostałam diagnozę "na twarz",
uświadomiłam sobie jak niewiele brakowało
i byłabym w zupełnie innym miejscu.
Teraz nie myślę już o tym ,co by było gdybym odpuściła,
nie zaufała swojej intuicji, która rzadko mnie zawodzi.
Uspokoiłam się.
Ale muszę przyznać, że chwilę po odebraniu wyników
właśnie takie myśli wypełniły moją głowę.

Jak napisałam poprzednio:
zawsze mogło być lepiej - mogło być też gorzej!
Gdy pomyślę jak dużo gorzej,
z jeszcze większym przekonaniem mogę powtórzyć:

Jestem szczęściarą!




Ty też powinnaś pomóc swojemu szczęściu.
Badaj się!


wtorek, 23 sierpnia 2016

Rak, c.d.n?

Tyle dobrych myśli płynęło do mnie,
tyle osób trzymało kciuki,
i tak mocno zaklinaliśmy rzeczywistość,
że nie mogłabym Was rozczarować!

Odebrałam dzisiaj wyniki badań.
Jadąc po nie do szpitala utknęłam gdzieś w czasoprzestrzeni.
Ta godzina od momentu telefonu ze szpitala do chwili kiedy zapukałam do drzwi sekretariatu
przyniosła mi tyle adrenaliny
że do tej pory jeszcze do końca nie ochłonęłam!

Przypuszczenia i ostrożność onkolożki potwierdziły się,
intuicja też mnie nie zawiodła.
Dzięki temu moja przyszłość rysuje się w jasnych barwach.

Tajemnicza jeszcze do południa nazwa LCIS w pierwszym odruchu wywołała gęsią skórkę na całym ciele, na szczęście Doktor Gugle mówi, że tragedii nie ma. ;)

Z krótkiego spotkania z panią doktor wiem,
że margines był wystarczający, więc nie ma konieczności ponownego krojenia mnie
i że zdążyłyśmy tym razem wyprzedzić skorupiaka.

W czwartek jestem umówiona na wizytę.
Będę wiedziała co dalej.

Najważniejsze za mną:
diagnoza i wycięcie tego w cholerę!

Hollywoodzki scenariusz nie przewidywał roli dla powyższego obywatela,
wymaga więc modyfikacji.
Na szczęście to wciąż ja jestem reżyserem!

Świętujmy!!!
Zawsze mogło być lepiej - ale mogło też być dużo gorzej!
Jest się czym cieszyć - nawet w takiej sytuacji!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nie lubię poniedziałków!

Bo daleko do weekendu,
a niedzielne popołudnie często zmusza mnie do myślenia o pracy.

Mam nadzieję, że chociaż wtorek polubię
i od jutra będzie kojarzył mi się z czymś dobrym!

*****************
Spędziłyśmy z Idzią intensywny weekend w babskim gronie.
M. zabawiał grą gości weselnych, a
my śmiałyśmy się do rozpuku z przygód Sid'a i Mańka! :)

Tak przy okazji polecam najnowszą część Epoki Lodowcowej!

******************

Od kilku dni boli rana pooperacyjna.
Czwartkowy zastrzyk zburzył równowagę w żołądku.
Neurobożek jeszcze nie zadzwonił z terminem,
Tata nadal w szpitalu,
Jakaś samotność się przyplątała...

Jest jeszcze trochę spraw do ogarnięcia...


czwartek, 18 sierpnia 2016

Jaki tu spokój...

M. i Idzia wyjechali na survival ojców i córek.
Korporacyjny hałas zostawiłam za sobą o 16.00.
Szelest opakowania, z którego pielęgniarka wyciągała strzykawkę, żeby podać lek -też już ucichł.

Dom przywitał mnie głuchą ciszą.
Mące ten stan sączącymi się z głośników dźwiękami ulubionej płyty.

Ze spokojem czekam na rozwój wydarzeń.
Wyryłam w głowie same dobre scenariusze.

Dlatego nie dobijam się ciągłymi telefonami do sekretariatu szpitala,
z pytaniem czy są już moje wyniki.
Podoba mi się ten stan błogiej nieświadomości!
Ten toczący się film z hollywoodzką puentą,
która- jak założyłam - w przyszłym tygodniu kiedy już powinny być wyniki-
wejdzie do kanonu polskiej rzeczywistości,
mojej rzeczywistości.

**************

Z jabłecznikiem na talerzyku i filiżanką aromatycznej kawy gorąco pozdrawiam :)

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Widać koniec...

...moich przydługich poszukiwań właściwego leczenie kręgiego,
coraz bliżej wyników histopatologicznych.

Jeśli patomorfolog nie wykręci mi żadnego numeru,
neurobożek zoperuje mnie jeszcze w tym roku.

Sporo sobie obiecuję po tej operacji,
choć z przypływem wiedzy pojawiają się i nowe wątpliwości.
Na szczęście więcej we mnie wiary w powodzenie
niż strachu przed nowym wyzwaniem.

******************

Przy okazji uprawiania turystyki medycznej - jak mawia mój M.
wzbogaciliśmy dorobek podróżniczy o kolejne kilka miejsc.





W powizytowej euforii pokusiłam się nawet o wycieczkę bez wspomagaczy w postaci kijków!
Łatwo nie było, ale mogę to dopisać do listy moich sukcesów!

Szukam choćby najdrobniejszych przejawów samodzielności,
z których składam pewność siebie.
Jak mnie zoperują - znów utknę na kilka miesięcy zdana na dobroć innych osób.
Póki więc mogę- napawam się własną sprawczością i niezależnością.

*****************

A jak Wam miną długi weekend?

czwartek, 11 sierpnia 2016

Konfrontacja...

....z lustrem.
Dwa dni temu stanęłam przed lustrem.
Długo się do tego zbierałam, ale dzisiejszy wyjazd zmobilizował mnie do zmiany opatrunku i sprawdzenia, czy aby na pewno wszystko jest dobrze.

Jest.
I nie jest.

Zanim rozum wróci do głowy emocje rządzą niepodzielnie.
Do dzisiaj myślę jak kobieta,
jutro być może spojrzę na to jak chorująca, której wycięto co nieco przybliżając ją do bycia zdrową.
Ale to jeszcze nie teraz.

Wiem, że są osoby w dużo gorszym położeniu niż ja.
Nie chce się nad sobą użalać. Absolutnie!
Ten szok jest wynikiem tego, że poszłam usunąć jakiegoś niezbyt dużego ( jak mi się wydawało) guzka, a wróciłam z piersią dużo mniejszą niż ta druga.
Wydawało mi się, że nic się nie zmieni.
Ale zmieniło się.

Nie użalam się.
Raczej się złoszczę.
Na siebie, 
że tego nie przewidziałam, 
że się nie przygotowałam
i teraz...
zamiast cieszyć się, że pozbyłam się hodowli, 
jęczę, że nie wyglądam tak, jakbym chciała wyglądać.
Dla siebie...dla M.

Jadę dzisiaj do Gryfic.
To dobrze!
Bo moją głowę zajmie teraz inne wyzwanie, 
a to, co się już stało, 
zacznie być ...naturalną częścią mnie.
Zdrowszej mnie!

Miłego długiego weekendu!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Śni mi się...

...od kilku nocy
patomorfolog , który dzwoni do mnie z laboratorium,
żeby powiedzieć mi, że nie znalazł rakowych komórek.

Biorę to za dobry omen,
bo skoro każdej nocy  przekazuje mi dobre wieści,
to chyba nie wytnie jakiegoś numeru w realu..?!?

************

Spędziłam błogi weekend na wsi.
Regenerowałam się przed kolejną podróżą do Gryfic.

Po głowie plącze się myśl o powrocie do pracy w przyszłym tygodniu,
a co na to moja kondycja...i Mądre Głowy?
Okaże się już za kilka dni.

***********
Generalnie ...nosi mnie.
Mam poczucie marnotrawienia czasu.
Boję się tych umykających mi chwil.
Denerwuje mnie bezczynne siedzenie/leżenie w łóżku,
czuję dyskomfort kiedy wszyscy wyręczają mnie w najprostszych czynnościach.

Jestem wdzięczna!
Bardzo!
Tylko moje zafiksowane głęboko w głowie poczucie niezależności dobija się z ogromną siłą.
Dla uspokojenia go...ugotowałam dzisiaj obiad...prawie samodzielnie!

Z pokorą uczę się prosić o pomoc.
I idzie mi nieźle, choć czasem staje goryczą w gardle.
Jeszcze sporo pracy przede mną..
i jeszcze więcej ku temu okazji...