niedziela, 19 lutego 2017

Wszyscy marzą o życiu bez bólu...

I ja również.
Bez bólu fizycznego, który czasem trudno zwalczyć lekami przeciwbólowymi, 
ale też bez bólu duchowego, który często nie poddaje się żadnym próbom uleczenia.

Świat bez bólu byłby piękny, prawda?

Nie mielibyśmy ograniczeń, 
nie wykańczała by nas praca,
na wszystko mielibyśmy siłę,
nie balibyśmy się upadków,
bawilibyśmy się ogniem bez konsekwencji, 
szli po trupach innych, których właśnie minęliśmy po drodze.
Bez zająknięcia, 
bez zastanowienia, 
chwili refleksji,
bez zatrzymania się.
Do śmierci.

Czy naprawdę tego chcemy?
Mam kilka wątpliwości, mimo ogromnego bagażu doświadczeń w tym temacie.

Nie, nie jestem fanatyczką bólu, nie kombinuję po nocach jakby tu sobie jeszcze dokuczyć, czym dopiec.

Ale...

Gdybyśmy nie czuli bólu- skąd wiedzielibyśmy, że w naszych organizmach źle się dzieje?
Że w czasie burzy lepiej unikać piorunów?
Że słowa potrafią zranić bardziej niż uderzenie, a bezczynność bardziej niż działanie?
Że miłość to silne uczucie, które mimo końca związku potrafi ciągnąć się za nami jak zbity pies?
Skąd wiedzielibyśmy kiedy powiedzieć dość katorżniczej pracy?
I gdzie podziałyby się wyrzuty sumienia względem tych,którym źle uczyniliśmy?

Naprawdę chcemy życia bez bólu?

Ból-szczególnie ten duchowy odróżnia nas od rzeczy martwych, mechanicznych.
Stanowi jakąś część naszego człowieczeństwa.
Ból fizyczny - często to człowieczeństwo nam odbiera.

Ciężko znaleźć złoty środek, wytyczyć jakieś granice, przechylić z całą stanowczością szalę wagi na jedną stronę, stanowczo opowiedzieć się za lub przeciw, obiektywnie ocenić argumentację.

Marzę o życiu bez bólu,
ale nie jestem przekonana, co do jego słuszności.

A Wy?

***********

Macham Wam ze szpitalnego łóżka...dzisiaj, z bólem głowy 😉
Ironia losu ...

środa, 15 lutego 2017

Pierwszych 6 kroków

Po dwóch i pół miesiąca właśnie tyle kroków udało mi się postawić.
Samodzielnie.
Przy drobnej asyście M.

To niemal maraton dla mnie, a dotarcie do mety było jak uhonorowanie wielu lat wyrzeczeń.
Mój mały wielki sukces.
Sukces, który mobilizuje do dalszych starań,
który nadaje sens całej tej sytuacji, która od kilku lat skutecznie mnie pochłania.

Dzisiaj sześć,
jutro osiem,
pojutrze dziesięć
i tak stopniowo,
do skutku,
aż osiągnę zamierzony efekt!

Na chwilę musiałam odłożyć ćwiczenia - dzisiejszy helikopter w głowie skutecznie uniemożliwił mi odstawienie chodzika na bok.
Ale haczyk został połknięty i wierzę w zasadę, że co się odwlecze to nie uciecze!

Brak dzisiejszych ćwiczeń zrekompensowałam sobie...spacerem. :)
Pierwsze zimowe wyjście!
Na całą, długą godzinę.

Przestał mi przeszkadzać fakt 4 kółek, bo widoki były warte prawie każdej ceny!

Wolność.
Poczułam wolność.





**************************
Przypominam o Bogusi z bloga Dr Budwig i ja :)
Już teraz możecie zrobić dobry uczynek oddając Jej procent podatku.
Po szczegóły zapraszam tu : http://www.beme.com.pl/

niedziela, 12 lutego 2017

Cofam czas

M. od kilku dni oddelegowany jest do innych zadań.
Jestem coraz lepsza w samoobsłudze.
Snuję plany..na teraz, na zaraz.
I wracam do dobrych wspomnień,
takich, które jeszcze bardziej nakręcają mnie do stawania na nogach...
...dosłownie i w przenośni.

Jest w Polsce takie miejsce, do którego wracamy co roku. Mała miejscowość obok nieco większej, mocno uturystycznionej, głośnej i neonowej.

Mamy tu swoje miejsca, wytarte szlaki, ciepło witających nas gospodarzy.
Jest też ulubiona knajpka z lodami,
punkt widokowy
i kawałek ziemi, na którym utkana jest gęsta sieć pięknych wspomnień.

Tu odpoczywamy,
wyciszamy się,
zacieśniamy rodzinne więzi.
W dużym gronie, a jednak z najbliższymi nam ludźmi.

Tu jemy najlepsze letnie jagody i jeżyny,
snujemy plany popijając Grybowskie
i gramy w brydża w drużynach.

Tu dzieci uczą się szanować naturę,
bez lęku biegają boso po trawie,
stawiają pierwsze kroki w górach.

Tu czas przestaje pędzić.

Muszyna 💜💜














czwartek, 9 lutego 2017

Szczęście za zakrętem

Łapię się czasem na myśli,
że żyjąc w innym kraju, mieście,
z innym człowiekiem,
pracując w innej firmie,
mając trójkę dzieci,
nie mając dzieci,
będąc bajecznie bogatą,
w pełni sprawną...
byłabym szczęśliwsza.

Macie tak?

U siebie postrzegam to jako słabość- ale taką leżącą w ludzkiej naturze.
Zastanawianie się i skupianie swojej uwagi na co by było gdyby odbiera nam to, co może być tu i teraz. Skutecznie zaciemnia obraz tego, co mamy przed sobą....czyli możliwości, dzięki którym możemy zawalczyć o dobre życie.

Żyjemy szybko,
od zadania do zadania,
od załatwienia jednej sprawy do rozwiązania drugiej.
Odkładamy spotkania z przyjaciółmi, poznawanie świata, odpoczynek, własny komfort
na wieczne nigdy..

Nie pozwalamy sobie na przyjemności, bo przecież
mamy małe dziecko,
kredyt hipoteczny do spłaty,
wybór szkoły,
dodatkowe zajęcia,
odkładanie do skarpety- na czarną godzinę,
ciągle nowe sprawy do załatwienia.

Mistrzowie wymówek!
Mistrzowie wiecznego później!
Mistrzowie nadludzkiego heroizmu!
Mistrzowie umęczenia!
Mistrzowie nigdy!

Jutro- może się wydarzyć wszystko!
Łącznie z końcem!

Czy nie będzie Ci żal, straconych szans na przyjemność?
Na radość?

Żadna sekunda już się nie powtórzy!
Każda nowa minuta będzie inna od poprzedniej!
Żadna godzina, dzień, miesiąc , rok nie zdarzy się ponownie!
A na wszystko tylko jedno życie,
jedna szansa.

Szkoda by było jej nie wykorzystać.
Bo kiedy przychodzi pożegnać się ze światem " ludzie zdają sobie sprawę, że szczęście jest tak naprawdę kwestią wyboru. Bardzo często sami sobie uniemożliwiamy bycie szczęśliwym, zwykle poprzez utrzymywanie zawyżonych oczekiwań wobec tego, kim powinniśmy być i jak powinno wyglądać nasze życie ". ( źródło


                                                                    ( źródło)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Sąd

Pasja i miłość,
dwoje współwinnych,
osadzonych na jednej ławie oskarżonych,
w sali sądowej
wypełnionej rodziną sędziów.

Jestem wdzięczna,
do bólu,
do braku słów wdzięczności.
W stanie, w którym dziękuję - to za mało.

I buntuję się.
Przeciw zniewoleniu,
strachu przed chceniem,
utraconej suwerenności.

Chcę postawić krok,
dostawić drugą nogę,
ruszyć dalej,
ale Sąd Rodzinny trzyma mnie twardą ręką.

Wiem...
to troska,
to miłość,
to odpowiedzialność.
Nie doszukuję się złych intencji.

A jednak...uzależnienie boli..

czwartek, 2 lutego 2017

Biedroneczki są w kropeczki

Obecny tydzień sponsoruje literka "O"
"o" jak ospa wietrzna!

Dla wyrównania szans w rodzinie - każdy musi mieć swój czas na niekończące się marudzenie  i fory we wszystkich dziedzinach życia- Idzia postanowiła się rozchorować.
Póki co nie znosi tego zbyt dobrze- lepiej jej szło choćby z jelitówką, kiedy ze stoickim spokojem oznajmiała :
- Pusia idziemy do kibelka, będę wymiotować!
po czym wracała grzecznie, bez histerii do łóżka czekając na kolejny atak.
W czasie ostatniej jelitówki, w ciągu jednej nocy było ich 8...

Niemniej jednak bycie w bąblach zrobiło na niej dużo gorsze wrażenie i postanowiła oznajmiać nam to na każdym kroku ;)

M. chodzi na ostatnich nogach, Snuje się gdzieś między Idzią, a mną. W nocy też nie pośpi. Bo skoro ja nie śpię...to jakim cudem On by mógł??!
Wiercę się z boku na bok, dwuznacznie przy tym postękując, zabierając całą kołdrę i szturchając łokciami ;)

Żeby było weselej- w wirze tych wszystkich dramatów postanowiła nas odwiedzić dzisiaj Wróżka Zębuszka!!!
Pierwszego zęba mamy z głowy...., a właściwie z dziąsła.
M. dzielnie wczuł się w rolę dentysty i tak długo gmerał przy zębie (obwiązanym nicią dentystyczną!!! - choć Idzia z większym entuzjazmem zareagowała na pomysł użycia kombinerek! :D), że ten się w końcu poddał! Ciekawe co też się znajdzie rano pod poduszką! :)

Jutro ostatnia podróż- przynajmniej w tym tygodniu.
Ewidentnie te kierunki nie przypadły mi do gustu!
Moje górki i pagórki są zdecydowanie lepsze!:)
******************************************

A z okazji DNIA PRZYJACIELA - życzę Wam- moim nowym blogowym Przyjaciołom- takich ludzi wokół, żebyście nawet przez chwilę nie poczuli się samotni! :)


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Podróże małe i duże

Jedni z tęsknotą zerkają wstecz na minione wolne dni,
Inni z entuzjazmem patrzą wprzód, bo ferie dopiero przed nimi.

Część szusowała po zaśnieżonych stokach,
inni wygrzewają się właśnie w gorącym słońcu.

A ja?
Pozazdrościłam Wam! :)
Też zaplanowałam kilka wycieczek na ten tydzień.
Całe 3 :)
Jakoś w końcu trzeba spożytkować wolne dni,które uciekają mi z prędkością światła.

Mam zamiar pozwiedzać miejsca dobrze mi znane, ale także zobaczyć jakieś nowe.

Jestem taka podekscytowana! :)
Nowi ludzie,
nowe doświadczenia,
nowa wiedza!
.
.
.
.
.
.
.
.
Mądre Głowy- strzeżcie się - nadchodzę!! :D

************************************

A na pocieszenie jesienne bieszczadzkie Połoniny w obiektywie przezdolnego Krzyśka Koryzno