poniedziałek, 5 grudnia 2016

Po drugiej stronie

Żółta tabletka, połknięta o świcie w asyście pielęgniarki, pozwala mi odpłynąć.
Ze spokojem, obojętnością wchodzę na łóżko, które zaparkowało w mojej sali.
Ktoś okrywa mnie kocem, Ktoś inny głaszcze po głowie.
Jedziemy długim, białym korytarzem.
Mam wrażenie, że ta podróż nie ma końca.
Aż docieramy do celu.
Zimna sala ozdobiona szeregiem stojaków i monitorów,
ostre światło lampy znad stołu razi mnie w oczy,
w tle brzęk układanych narzędzi chirurgicznych.
Znów Ktoś szuka żyły do kolejnego wkłucia, 
Ktoś inny układa mnie na stole.
I dziura....
A potem ból,
taki na granicy mojej wytrzymałości!
I dreszcze! Jest potwornie zimno!
Ciało drży, rozrywając dopiero zszyte cięcie.
I znów dziura....

***************
Przeszłam na drugą stronę.
Z walki o poprawienie jakości życia - do walki o wyzdrowienie.
Czy się udało?
Ocenimy to za kilka miesięcy.

Z determinacją szukam choćby iskierki,
bo ostatnie dni to jeden wielki mrok.
Wierzę, że się pojawi.
...bo pojawi się?

***************
Bardzo doskwiera mi brak samodzielności, 
choćby w najbardziej podstawowych rzeczach.
Człowiek leży na łóżku w oczekiwaniu, że Ktoś
przetrze mu twarz, poda kubek, nakarmi, zaprowadzi do toalety.
Bez chodzika i M. nie funkcjonuję...
Ból tym razem pokonał mnie. 
Oby wystarczyło sił nam wszystkim.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Jak nie teraz....to kiedy?

Podróż za nami!
Zamontowałam się już w moim gryfickim apartamencie.

W drodze dostałam maila od przyjaciółki, który dosłownie rozłożył mnie na części pierwsze ,aż się poryczałam! Ale to nie było nic złego!
Zastanawiam się jak ona to robi, że jest tak świetnym obserwatorem? Nie widujemy się teraz za często, a ona z okruchów pięknie poskładała to, z czym inni mieli ogromny problem!
Każde zdanie, które napisała jest jakby wyciągnięte z moich ust. Tylko znaki zapytania bym usunęła.

Dokładnie tak było:
Maraton rzeczy, żeby zgubić skupienie nad operacją,
Samotność, którą też rozumiem, bo pewne emocje zawsze będą tylko twoje, nie da się ich poczuć, jeśli nie znajdujesz się w centrum sytuacji, która je wywołuje,
Ucieczka, która kilkukrotnie w tym tygodniu przeleciała mi przez myśl....

Wiem, że jest wokół mnie mnóstwo ludzi,
 którzy dobrze mi życzą! I bardzo dziękuję, szczególnie tym, którzy pozwolili mi, poczuć to, na co sobie do tej pory nie pozwałałam, chroniąc innych!

Bo jak nie teraz...to kiedy?

*****************
Operacja przesunięta na środę...

środa, 23 listopada 2016

Dobra jest więcej!

Maraton!
Tylko tak mogę opisać ostatnie dni.

A w tym maratonie... światełko!
Wśród dużej ilości spraw do załatwienia,
psuciu się kolejnych części mojego ciała,
piętrzących się emocjach przedoperacyjnych....
błysk!

Idzia , jak zwykle rozłożyła mnie na łopatki swoim występem - pięknie śpiewa, cudnie recytuje,
fantastycznie czyta- to akurat nowe odkrycie przy okazji grania w "Było sobie życie" i "Pytaki" :)

M. niezawodnie co wieczór raczy mnie wspaniałymi górskimi filmami...i przynosi ulubioną szarlotkę w niesłodyczowy dzień :) Od piątku będę już na diecie- więc mój słodyczowy weekend wypada właśnie teraz!

Weekend zapowiada się obiecująco. Bawię się w piątek, bo pracuję w sobotę, żeby mógł bawić się Ktoś inny :) Ktoś ważny-  Coroczny Bal Krwiodawców już za chwilę! :)

Bardzo trudna i ważna dla mnie sprawa, w której serce walczyło z rozumem ruszyła z miejsca. W dobrym i jedynym słusznym kierunku.  Ktoś kto się tym zajmuje jest prawdziwym Aniołem.

A wśród tych wszystkich wspaniałości - kontrolne USG pooperacyjne wyszło bez zarzutu! Ogromny ciężar dotyczący podjętej decyzji odnośnie leczenia spadł mi z barków. I mimo konfliktów z tamosiem- poczułam do niego jakąś większą sympatię.

Czasem jest trudno
i źle,
smutno
i przerażająco.

Ale i tak : życie może być piękne! Warunek jest jeden: trzeba na nie spojrzeć z odpowiedniej perspektywy!

piątek, 18 listopada 2016

Co gryzie Lailę?

Małe rzeczy urastają do rangi wielkich stresorów.
Jak choćby zgubiony szalik, który następnego dnia spokojnie patrzył na mnie z wieszaka,
albo konieczność zrobienia nowej prezentacji z motywami storytellingu,
kolejka w poczekalni do lekarza,
brak mleka do popołudniowej kawy,
poranne wiadomości snujące nowe teorie o Smoleńsku, zasłyszane kątem ucha, przypadkiem...

Wszystko to ma jeden cel!
Z sukcesem maskuje wewnętrzną niepewność i strach przed tym co zbliża się coraz większymi krokami.
Na szkoleniach podkreślam, że każda obiekcja ma swoje źródło. Ogólne stwierdzenia to tylko maska.
Życie tylko potwierdza moją teorię.

Tak.
Boję się. Coraz bardziej.

Nie ucieknę.
Byłoby to nielogiczne, wbrew rozumowi.
Niemniej jednak, mój wewnętrzny superbohater wziął nogi za pas i zwiał!

Mam nadzieję, że najpóźniej za tydzień wróci!

Codziennie, wizualizuję sobie siebie w zdrowej skórze.
Tyle rzeczy mogłabym robić,
tyle odłożonych " na później...na nigdy" planów zrealizować.
Pomaga.
Bo przypomina mi dlaczego zdecydowałam się na ten krok...

....i trochę wolnego też się przyda ;)

I tym miłym akcentem kończąc- życzę Wam -dobrego weekendu!

poniedziałek, 14 listopada 2016

Kawałek mnie...

Ten projekt od początku zakładał rodzinną współpracę.
Powstał z potrzeby obdarowania bliskiej nam osoby niecodziennym upominkiem i miał pozostać w naszym rodzinnym gronie.

W tym czasie M. odkrył w sobie multiintrumentalistę,
Idzia zdobyła nowe doświadczenie w studiu nagraniowym,
Tat zaakcentował swój udział pstrykając palami w jednym z utworów,
Kam zrobił piękny projekt graficzny i dodał od siebie kilka dźwięków na gitarze elektrycznej,
a Mam...zupełnie nieświadomie stała się dla nas inspiracją i dała tworzywo w postaci pięknych wierszy, które ubrałam w melodię.

Włożyliśmy w to dużo pracy, zaangażowania, pasji... i postanowiliśmy wypuścić nasze raczkujące dziecko na szersze wody :)

Muzyka to niesamowite narzędzie wyrażania i wzbudzania emocji.
To możliwość postawienia swojej kropki nad "i",
opowiedzenia własnej historii,
podzielenia się radością.

Nie ma tu perfekcji, doskonałości - do tego daleka droga,
ale dzięki temu projektowi przypomniałam sobie,jak dobrze jest być częścią tego muzycznego świata ...i jak bardzo za tym tęskniłam!

Już wiem , co wypełni najbliższe kilka tygodni/miesięcy, które będę musiała spędzić w domu.
To idealny moment na odnalezienie kolejnej rzeczy, która utwierdzi mnie w przekonaniu, że życie jest piękne mimo różnych przeciwności losu!

Kilka nowych pomysłów kiełkuje już nam w głowach.
Nuty czekają, aż przelejemy je na pięciolinię,
a słowa same układają się w opowieści - tym razem nasze własne.
Nowa przygoda przed nami!
Wspólna!
Muzyczna! :)

Jeśli macie ochotę poznać mnie z innej strony- zapraszam :)





czwartek, 10 listopada 2016

Życie kołem się toczy

Wpadłam w wir badań kontrolnych.
Odnoszę wrażenie, że moje życie dzieli się na wciąż powtarzające się cykle:
badań kontrolnych i względnego spokoju.

Nie narzekam,
choć, jak każdy, wolałabym , żeby faza spokoju trwała nieco dłużej.

Kontroluję efekty ostatniej operacji.
Sierpniowa niepewność plącze się z listopadowym stresem.
Sama nie wiem co gorsze.

Maskuję ten strach nawałem zajęć,
pozorami,
kolejną maską z mojej szafy.
Byle tylko nie stać się balastem dla bliskich...

Dźwigam to sama.
Udźwignę.
Nie pierwszy i nie ostatni raz.

******************

A z przyjemnych wiadomości - jutro wyjazd!
Blisko
i nie w góry ( trochę mi smutno z tego powodu),
ale jak napisała Martek- ważne z kim! :)

A Wy jak spędzacie długi weekend??

sobota, 5 listopada 2016

Migawki

Operacja zbliża się wielkimi krokami.
Czas ucieka mi jak szalony.
Odnoszę wrażenie, że góra spraw do załatwienia, ani trochę nie zmniejsza się,
mimo pędu jaki sobie zafundowałam.
Głupota bierze górę nad rozwagą,
strach nad spokojem,
wątpliwości nad pewnością.

**************************
Z coraz większym niedowierzaniem obserwuję jak Idzia wydoroślała!
Przegapiłam coś?
Zwykła sytuacja, a jakże wymowna!
Patrzę z jakim spokojem i opanowaniem znosi chorobę,
przewiduje reakcję swojego ciała,
cierpliwie czeka na poprawę.
Mam się od kogo uczyć!

***************************
Leniwy wieczór we trójkę.
Ciepło domowych pieleszy.
Słuchamy muzyki.
Tak poprostu!
Dawno nie robiliśmy tego z taką beztroską,
przyjemnością.
Pozwalam sobie odpłynąć,
zanurzyć się w dźwiękach!
Sama nie wierzę, jak mnie koi ten stan!
Kocham prostotę rzeczy - w nich największa radość!

**************************
Z niecierpliwością oczekujemy z M. na maila.
W nim efekt naszej kilkumiesięcznej pracy!
Satysfakcja?
- Jest!
Zadowolenie?
- Zawsze mogłam zrobić to lepiej!
Już taki mój urok.
Drążę, czepiam się szczegółów, słyszę co nie wyszło, zamiast cieszyć się z tego co jest.
Od siebie zawsze wymagam perfekcji!
Do urzygu...